Kolejna wiosna w Zakościelu i kolejne spotkanie kobiet chcących wielbić i poznawać Boga.
Powitania, całusy, śpiewania, wykłady, kawka, dyskusje i patrzeć – a tu już uściski pożegnalne: i znowu się nie nagadałyśmy.
Ptaki rozśpiewane najpiękniejszą modlitwą, trudno było z nimi konkurować. Ale po co? Niech cała ziemia chwali Pana, razem, choć każdy na swój sposób.
Były przeciwności do pokonania. Każda z nas przyjechała zostawiając z trudem swoje ważne sprawy: jedne właśnie „zdają” ze swoimi dziećmi egzamin gimnazjalny czy „przygotowują się” do matury; inna przestępuje z nogi na nogę, bo właśnie rodzi się jej wnuk; kolejna rozstała się na chwilę ze swym niepełnosprawnym dzieckiem albo niedołężnym rodzicem; niejedna boryka się ze swoim zdrowiem. Ale może właśnie nie zostawiły tych problemów? Może przywiozły je ze sobą, aby podzielić je z innymi i powierzyć wspólnie Bogu?
Były kłopoty: recepcja nie działała, bo dziewczyna ugrzęzła w remontach Trasy Katowickiej – kochana Ala cudnie wypełniła tę dziurę; deszcz i burza zabrały nam czas przeznaczony na nornic walking – Iwona dała nam więc świetny wykład z pokazem nt. higieny pracy i ruchu. Prąd wysiadł – poddałyśmy się nastrojowi chwili, po czym miły pan włączył agregator. Nic to…
Wykłady poruszające wyobraźnie i serca, z emocjami obdyskutowane na warsztatach. Temat „Ewangelia łaski” wzbudzający zdziwienie jednych „no, nie wiem, czy to tak ma być, i czy na pewno to jest sprawiedliwe?” i radość innych „dzięki Ci, Boże, że wiernie czekasz na marnotrawnego syna, a nawet i córkę, choć nie zasłużyli”. Na każdym etapie naszej drogi duchowej ta sama refleksja: chcę dalej poznawać Boga, a ten cudowny i trudny proces nie ma końca.
Spotkania z kobietami, które tak wiele przekazów przygotowały dla nas. Ale też spotkania z kobietami Biblii – od przerażonej cudzołożnej, u której Jezus potępił „tylko” grzech, do Lidii słuchającej Pawła, której Bóg otworzył serce i ze swojego domu uczyniła Kościół. Wszystkie one, tak jak już wiele z nas, przyjęły Jezusa i oddały mu swoje życie. A niektóre nawet goszczą Jego Kościół w swoich domach.
Kawowe rozgadania i poranne sam na sam z Bogiem.
Pośpieszne wymienianie superważnych doświadczeń przy stołach w jadalni.
Spacery modlitewne dla tych dzielnych, co to „po rosie o świtaniu”.
Historie życia, od których gęsia skórka spinała ciało i żmudnie wypracowane do nich happy endy.
Historie z miast, gdzie kobiety z niecierpliwością czekają na każdy kolejny wspólny czas poświęcony Jezusowi.
Nordic walking (jednak!) w wykradzionym czasie przed śniadaniem.
Ćwiczenia życia pn. „Jak napinać mięśnie Hegla badając jednocześnie swoje guzy kulszowe, czyli pępek pod żebra”(?!).
No a babskie kręcenie korali?
A książki do kupienia, każda super ciekawa i służąca rozwojowi…
Przepiękne ozdoby sprzedawane przez zdolne artystki, na cel szlachetny…
Rewelacyjne śpiewy uwielbienia. Agnieszka swoim pięknym głosem zachęcała nas, a teściowe – Ela i Helenka, duet gitarowo bębnowy – były po prostu super! Uważam, że w tym roku szło nam naprawdę bardzo dobrze, a entuzjazm śpiewania unosił nas do góry. Debiutantki były pod wrażeniem: „co to za piosenki, chcę kupić płytę”. „Niech imię to chwałą wszyscy ludzie, których znam”… niech chwalą.
No i nareszcie wiemy, co mamy nosić w swoich torebkach, i co z tym robić.
Kalejdoskop zdarzeń i wrażeń…
Wracając do tematu naszego weekendu „Stworzona do wolności”. Zrozumiałyśmy, że wolność to dar, ale też zobowiązanie. Wolność od… Wolność do… Jak dobrze, że będąc córkami Króla jesteśmy uwolnione od kary, poczucia winy, niewoli grzechu i lęku. Ale też jakie szerokie horyzonty przed nami, uwolnionymi do świętości i do służenia innym miłością.
Kochane Babeczki (tak mówi Jagoda)! Módlmy się nadal, aby ten nasz weekend przyniósł owoc obfity, i jeśli Bóg będzie miał takie plany, abyśmy się spotkały za rok.
I pamiętajcie na codzień, cośmy śpiewały: ON JEST!
M