Gotowy na PRAWDĘ!

Nie wierzyłem własnym oczom, kiedy zobaczyłem napis widniejący na sklepie: SKLEP Z PRAWDA.

Grzeczna ekspedientka zapytała mnie: „Jaki rodzaj prawdy chciałbym kupić. Prawdę częściową czy prawdę całkowitą.”

Oczywiście, że prawdę całkowitą – odparłem podekscytowany. Nie chciałem oszustw, pochlebstw, ani racjonalizmu. Chciałem, aby moja prawda była naga, czysta, jasna i absolutna. Ekspedientka zaprowadziła mnie do tej części sklepu, gdzie sprzedawano taką prawdę. Tam jednak sprzedawca spojrzał na mnie ze współczuciem i wskazał na etykietkę z ceną.

- Cena jest bardzo wysoka, proszę pana- powiedział.

- Jaka? - zapytałem, zdecydowany nabyć prawdę za wszelką cenę.

- Cena jest taka – odpowiedział sprzedawca – że jeśli pan tę prawdę zabierze, nie będzie pan już miał wytchnienia do końca życia.

Ceną będzie brak złudzeń, usprawiedliwień i mamienia siebie lekko podkolorowywaną rzeczywistością. Czy jesteś gotowy żyć w prawdzie?

Czy jesteś gotowy na PRAWDĘ naprawdę?!

Prawda jest jak ŚWIATŁO, które przenika i obnaża. Uwidacznia to, co rzeczywiście ma miejsce, rzeczy takie jakie są, a nie takie jakimi chcielibyśmy aby były. Jest jak prześwietlenie promieniami, które ujawniają nie tyko to co na zewnątrz, ale i to, co jest w środku. W przeciwieństwie do CIEMNOSCI, która zaciera szczegóły, łatwo ukrywa to czy owo. Ludzie są mistrzami wewnętrznego kamuflażu. Każdy z nas to robi. Zaciemniając sprawę sami siebie potrafimy oszukiwać, tak że już po pewnym czasie zaczynamy wierzyć w ten wariant rzeczywistości jaki uknuliśmy lekko zniekształcając obraz rzeczy. Przecież każdy ma swój własny punkt widzenia. Czy prawdą nie jest w końcu to co uznamy za takową.

Czym jest PRAWDA zapytał Piłat Jezusa, gdy ten stanął przed jego obliczem (Chrystus Pan rzekł: „Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu». Rzekł do Niego Piłat: «Cóż to jest prawda?»” Ew. Jana 18: 37b-38a).

Z prawdą mamy pewien kłopot. Z jednej strony ją cenimy i jej poszukujemy. Z drugiej jednak, nie chcemy jej często przyjmować i dostrzec. Problem w tym, że podobnie jak sprzedawca „prawdy całkowitej”, jesteśmy gdzieś na samym dnie duszy głęboko świadomi tego, że prawda nie istnieje w próżni. Gdy się ją przyjmuje ona musi coś w nas wywołać. Coś zmienić, a to niczym łańcuch reakcji jądrowej stwarza ciśnienie do wprowadzenia zmian w naszym myśleniu i działaniu. To jak korygowanie idealnym wzorcem, i już wiemy co jest nie tak. Niektórzy chcą to tak zostawić, żyć bez zmian, ale tego już nie da się zahamować. Jedyne co może człowiek zrobić, to ukierunkować to ciśnienie tak, by albo wykonało pożyteczną prace, albo spowodowało jak najmniejsze zniszczenia zepchnięte w podświadomość.

Jezus jest PRAWDZIWĄ ŚWIATŁOŚCIĄ świata, kto idzie za Nim, nie chodzi w ciemności, lecz ma światło życia (Ew. Jana 1:5 i 9 oraz 8:12). Jeśli zdecydujemy się wpuścić je i korzystać z tego blasku, zmiany jakie w nas Duch Boży dokona będą niesamowite. Będą nieść ze sobą życie i błogosławieństwo nie tylko dla nas samych, ale też wywierać pozytywny wpływ na innych. Niczym rośliny, które wyniesione z ciemnego pomieszczenia na światło słoneczne zaczynają odżywać i wzmacniać się a w końcu są gotowe na wydawanie owoców, tak chrześcijanie korzystający z życiodajnego światła prawdy, które jest w Jezusie pozwalają Mu na odkształcanie zafałszowanego obrazu Boga, siebie i świata. Na wyzwalanie umysłu i serca. Na oświecenie, by widzieć wszystko w nowy sposób w świetle prawdy. ( Ew. Jana 8: 32)

Dlatego mamy być świadomi tego światła w nas i pozwalać mu działać.

„Nikt nie zapala światła i nie stawia go w ukryciu ani pod korcem, lecz na świeczniku, ażeby jego blask widzieli ci, którzy wchodzą. Światłem ciała jest twoje oko. Jeśli twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie w świetle. Lecz jeśli jest chore, ciało twoje będzie również w ciemności. Patrz więc, żeby światło, które jest w tobie nie było ciemnością. Jeśli zatem całe twoje ciało będzie w świetle nie mając w sobie nic ciemnego, całe będzie w świetle, jak gdyby światło oświecało cię swym blaskiem.

Ew. Łukasza 11; 33-36

„Wy jesteście światłem świata (…)Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie”

Ew. Mateusza 5; 14-16

Ale jak się pewno już nieraz przekonaliście i na kartach Nowego Testamentu tak mocno to widać, nie zawsze światło, o którym ktoś mówi, że je ma, jest nim faktycznie. Faryzeusze myśleli o sobie, że widza i znają prawdę, ale w konfrontacji z wcielona PRAWDĄ okazywało się, że są ślepi i pogrążeni w ciemnościach. Ich ŚWIATŁOŚĆ była ciemnością, a ich wzrok, który wydawał im się im sokoli nie był w stanie dostrzec prawdy. Co gorsza nie tylko nie mieli świadomości swojej ślepoty, ale również, że jest w nich ciemność przytępiająca umysł i serce. Znieczulająca ich na to co prawdziwe i wypływające z miłości Boga. Byli przekonani, że mogą być świetnymi okulistami i otwierać oczy innym, wydobywać innych z ciemnoty i fałszu. Popełniali straszny błąd prowadząc na manowce nie tylko siebie, ale i innych. To wszystko przypomina mi historie pewnego znanego profesora okulisty, do którego moja znajoma zabrała swoje dziecko, gdyż obawiała się o jego wzrok. Dostała o nim świetne opinie od innych rodziców. Uważali, że jest dobrym specjalistą. Udała się wiec ze swoim małym synkiem na prywatną wizytę do gabinetu. Tam dziecko trochę onieśmielone siadło w foteliku. Miało odpowiadać na pytania co widzi na planszy, gdy pan profesor wskazywał na różne obrazki. Niestety, na żadne z nich nie odpowiedziało, nawet, gdy pan profesor wskazywał na duże i wyraźne kształty na samej górze planszy. Wtedy okulista zwrócił się do rodzica ze stwierdzeniem, że dziecko nie widzi. Diagnoza brzmiała, że dziecko jest ślepe i głuche. Zaskoczona matka, oniemiała w pierwszej chwili z wrażenia, ale potem sama podeszła do planszy i wskazała na kilka obrazków. Ku zaskoczeniu lekarza dziecko bezbłędnie powiedziało co przedstawiają. Tak wiec nie dziecko było ślepe i miało problem, lecz pan profesor okazał się ograniczony w swym myśleniu. Podobnie jak Faryzeusze, którzy usłyszeli od Jezusa:,, Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie:,, Widzimy”, grzech wasz trwa nadal” . Jezus przyszedł na świat po to, aby przeprowadzić sąd, aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą stali się niewidomymi. ( Ew. Jana 9; 38 -41)

To jak postrzegamy rzeczywistość wpływa na to jakie rodzą się w nas emocje i działanie. To w jakim środowisku się rozwijaliśmy, jakich autorytetów słuchaliśmy, jakim językiem się posługujemy ma wpływ na to jak postrzegamy świat. Podobnie jak oko wpuszcza do naszego wnętrza światło i uruchamia szereg procesów dzięki którym widzimy, tak nasze postrzeganie wpływa na nasz osąd i myślenie. Jeśli postrzeganie jest zgodne z prawdą i rzeczywistością nasze działania są właściwe. Jeśli jest urojone, to i działania, i myślenie są zniekształcone. Wszyscy jednak w większym lub mniejszym stopniu jesteśmy przekonani, że potrafimy właściwie ocenić sytuację, rozeznać się z kim albo z czym mamy do czynienia. Tymczasem nasze zdolności postrzegania rzeczywistości są mocno ograniczone, a niekiedy również znacznie zniekształcone. Zatrzymują światło, zamiast przepuszczać je do wnętrza, niczym niesprawne komórki w chorym oku. Pan Jezus przyszedł uzdrowić ten stan rzeczy. On potrafi na nowo stworzyć źrenice, potrafi też uzdrowić nasze postrzeganie. Rozświetla nasze wnętrze swoim światłem, tak że w końcu nie będzie już w nas nic ciemnego, a my sami stajemy się niczym lampy, oddziałujące pożyteczną rolę w swoim środowisku. Światło prawdziwe od tego co udaje tylko światłość różni się tym, że jego działanie nie tylko uważane jest za dobre, ale również jednoznacznie wskazuje na Boga jako jego źródło. Bo nikt nie świeci sam z siebie tym światłem prawdziwym. Chrześcijanin może jedynie zadbać by coraz bardziej poddawać się jego działaniu i czynić przezroczystym swe życie, by to światło docierało przez nas coraz dalej na zewnątrz. By było niczym nie zakłócone i wykonało to do czego zostało powołane. Przed Tobą wezwanie: Czy chcesz być CZYSTĄ LAMPĄ ustawioną jak najwyżej. LATARNIĄ na wzburzonych wodach tego świata. Jeśli tak, to dbaj o jasność swojego światła codziennie podłączając je do źródła mocy Bożego Słowa. Konfrontuj z Nim swoje przekonania i wierzenia. Niech jasnym blaskiem świeci jak najpiękniej. To nasza odpowiedzialność i nasze zadanie. Nie unikaj go, zamykając oczy na PRAWDĘ, albo starając się ukryć światło, które masz w sobie z obawy, przed zmianami lub zranieniami.

Mam jeszcze jedną uwagę. Trzeba do tego wszystkiego dodać coś bardzo ważnego. Spróbować odpowiedzieć na istotne pytanie: Czym w praktyczny sposób jest świecenie światła przez nas? Myślę, że najlepiej pokazał to sam Chrystus. Swym postępowaniem, rozumowaniem i wypowiadanymi słowami objawił prawdę o Bogu, Kim jest i jaki ma stosunek do ludzi. Pan Jezus będąc tu na ziemi świecił Bożym blaskiem. We wszystkim co mówił, myślał i czynił odbijał Boży charakter. Czy to jednak możliwe, abyśmy mogli robić to samo? Tak, i to właśnie jest cudowne. Chrystus przyszedł na świat nie tylko pokazać nam naturę Boga Ojca i wyposażyć nas w wiedzę o Nim, ale uczynił również możliwym życie na miarę Boga. Zlikwidował przeszkody zwyciężając grzech i szatana, dając nam moc do życia odzwierciedlającego Boże standardy, wartości i przekonania. I to nie tylko w spektakularnych chwilach prób, czy ważnych doświadczeniach testujących naszą wiarę i zaufanie do Niego, ale i w tych prozaicznych, codziennych, zwykłych czynnościach i wyborach matek, ojców, pracowników, obywateli, czy po prostu ludzi. Wystarczy iść w ślady Jezusa. On nie zrobił kroku bez rozmowy z Ojcem, bez przekonania o Jego woli. Było to dla niego niczym chleb powszedni, tak naturalne i codzienne. Dawało mu siły i energię do właściwych decyzji i działań ( Ew. Jana 4; 34). Każdy duchowy chrześcijanin potrafi żyć według tego scenariusza. W codziennej zależności od Ojca Niebieskiego i codziennym dostrajaniu swojego postrzegania przepuszczając przez pryzmat Bożego charakteru oraz czyniąc poznanie Boga swoim priorytetem i największym skarbem. W praktyce robić to i chodzić śladami Chrystusa można odkrywając odpowiedź na pytanie:,, Co by Jezus zrobił na moim miejscu”. Nie tylko przypuszczając jaka jest odpowiedź, ale osiągając całkowitą pewność daną przez Ducha Świętego. Jeśli codziennie praktykujesz życie zgodnie z odpowiedziami na to pytanie w konkretnych sytuacjach życiowych, korzystając ze źródła Bożej mocy jakie jest w Jego Słowie i Duchu, szybko odkryjesz, że twój duchowy stan stanie się coraz bardziej stabilny, twój duchowy wzrok i słuch wyostrzy się, twoje możliwości rozumienia postępowania Boga będą coraz większe, a twój charakter coraz wyraźniej będzie ujawniać owoce Ducha Świętego. Momenty powrotu do myślenia cielesnego, podobnego do myślenia tego świata, staną się coraz rzadsze. Choć będzie to proces, coraz wyraźniej będzie widać do kogo nas upodabnia. Do samego Mistrza. A w naszym myśleniu królować będzie umysł Chrystusa a nie cielesna pożądliwość tak charakterystyczna dla tego świata ( 1 Koryntian 2: 15 i 3;1-3). Stare wzorce myślenia i przekonania ograniczające twoje postrzeganie w Chrystusowym świetle tracą swą moc, a my coraz bardziej uczymy się przyjmować nowe, zdrowe zgodne z Bożą naturą sposoby widzenia. Oczywiście, nie dzieje się to automatycznie, ale wymaga od nas czynnego i świadomego udziału. To proces uzdrawiania duszy i stawania się podobnym do Chrystusa. Żyj wiec na co dzień z tym pytaniem; Co by Jezus zrobił na moim miejscu? Uczyń poznawanie Boga swoim skarbem i proś o prowadzenie Ducha Świętego poddając się pod Jego kierownictwo. W końcu To On jest nazwany Duchem Prawdy i potrafi w jej światło wprowadzić cię bezbłędnie i skutecznie. Bądźmy więc pełni Ducha Bożego i świećmy mocnym blaskiem Jego światła zmieniając (zwyciężając) siebie i świat na chwałę Bogu. Amen!!!

A światłość świeci w ciemności, lecz ciemność jej nie przemogła ( Ew. Jana 1;5)

Kasia Masewicz