WIELKANOCNE POSTAWY WOBEC JEZUSA

Przedstawione tu postacie różnych ludzi związanych z wydarzeniami tamtych czasów, mającymi miejsce przeszło 2 tys. lat temu nie są postaciami wymyślonymi. To nie jest fikcja literacka. To autentyczni ludzie żyjący ówcześnie. Potwierdzają to liczne świadectwa historyczne i odnalezione inskrypcje.

„Istnieje - jak pisze w swojej książce p.t. „Zmartwychwstanie” Josh McDowell - obfitość naukowego materiału dowodowego dla wykazania, że Nowy Testament może wytrzymać najbardziej surowy test według reguł badania świadectw i według odkryć nowoczesnej archeologii”.

Możemy więc wnioskować, że Nowy Testament daje nam rzetelną relację historycznych wydarzeń, jak również rzetelny portret ludzi związanych z tymi wydarzeniami.

To autentyczne historie prawdziwych ludzi, ich prawdziwe dramaty, dylematy, po prostu ich prawdziwe życie.

Wydarzenia, wokół których dzisiaj się poruszamy: męka, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa prowadzą nas do pytania o ich sens.

Dlaczego Jezus musiał doświadczyć zdrady, być wyszydzony, biczowany i ukrzyżowany? Kto z nas może pojąć ogrom tej męki i cierpienia?

Odrzucony, znieważony i dręczony poniósł śmierć na krzyżu, jedną z najbardziej poniżających śmierci tamtych czasów. Była to najokrutniejsza z tortur zarezerwowana dla niewolników i buntowników wobec władzy Rzymu.

Uznany za niewinnego przez Piłata, a mimo to skazany na śmierć, bo Piłat chciał zadowolić tłum, Jezus ukazuje się nam nagle jako człowiek pokonany, zmiażdżony przez swych wrogów. Wrogów, którzy zestawiają teraz Jego stwierdzenie, że jest potężnym Zbawicielem z Jego obecnym położeniem: „Czyż nie wybawiał innych? Dlaczego siebie nie może wybawić?” (Mk 15, 31) tak drwili z Niego arcykapłani i uczeni w Piśmie, gdy już wisiał na krzyżu.

Tłumy, które tak entuzjastycznie witały Jezusa, słały przed Nim swoje płaszcze i gałęzie na drodze, gdy wjeżdżał do Jerozolimy na osiołku, które okrzyknęły Go Mesjaszem-Królem. „Hosanna! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie” (Mk 11, 9). Teraz ten sam tłum swój entuzjazm zamienia w nienawiść. Jezus nie spełnił ich oczekiwań. Nie zaakceptowali Jego polityki: wybrali Barabasza, a dla Jezusa zażądali kary ukrzyżowania.

Nawet uczniowie Go opuścili, a pod krzyżem widzimy jedynie jednego z nich- Jana wraz z niewiastami. Ale czy maja niezłomna wiarę, czy myślą o trzecim dniu, o którym Jezus zapowiedział, że zmartwychwstanie.

Czy ktoś mógł naprawdę w tym bezbronnym, skazanym na śmierć człowieku widzieć swojego Zbawiciela?

Dla tego, kto widzi tylko powierzchowny i materialny aspekt faktów, Jezus jawi się jako bezsilny, niepotrafiący wybawić samego siebie człowiek, który odniósł porażkę.

Jednak Jezus nie widzi swojej śmierci jako porażki swej pasterskiej misji. Wie, że musi wypełnić wolę Ojca do końca. Jest świadomy swego przeznaczenia i zna je. Jezus jest pewien, że jego cierpienie i śmierć nie jest czymś daremnym.

Jest to ofiara, która jest otwarta na pełną realizację Królestwa Bożego.

On wie, że będzie cierpiał, że „musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony, że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie” (Mk 8, 31) i daje wcześniej tą zapowiedź swoim uczniom.

Przebieg wydarzeń pokazał, że wszystko to się spełniło.

Uczniowie Jezusa w Jego śmierci- oznace niemocy w oczach ludzi- zobaczyli w końcu objawienie się mądrości i mocy Bożej.

Czytamy słowa apostoła Pawła: „Chrystus umarł - zgodnie z Pismem – za nasze grzechy, został pogrzebany, zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem; i ukazał się Kefasowi” (I Kor 15,3-4).

Szukając wraz z autorami Nowego Testamentu sensu opisanych wypadków, musimy dostrzec jak Bóg mimo ludzkich usiłować usunięcia Jezusa z historii, kontynuuje w Jezusie Chrystusie dzieje zbawienia.

Człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boże (Rdz. 1, 27) i ten obraz miał przede wszystkim odbijać się jako szczególna chwała w całej cielesno -duchowej naturze człowieka. Człowiek miał żyć w ścisłej społeczności z Bogiem, a nie w oderwaniu od Niego. Został stworzony do bliskiej, pełnej miłości więzi opartej na jednomyślności z Nim.

Człowiek miał uczestniczyć w Bożej chwale. Jednak wybrał niezależną drogę życia, może nie do końca zdając sobie sprawę z konsekwencji tej decyzji.

Przez swoje nieposłuszeństwo człowiek zerwał związek z Bogiem. Przyjaźń została zniszczona.

Ta samowola, wyrażająca się w buncie wobec Boga lub obojętności wobec Niego, jest nazwana w Piśmie Świętym grzechem. A „zapłatą za grzech jest śmierć” (Rz. 6, 23).

„Nasze winy wykopały przepaść między nami a naszym Bogiem” (Iż. 59,2).

Skoro ludzie utracili chwałę Bożą od tego czasu wszelkie ich starania prowadza nieustannie w kierunku przygotowania sobie własnej chwały.

Ludzie dokonują zamiany, zapełniając w swoim życiu czymś innym miejsce należne Bogu albo tworzą sobie własny Jego obraz.

Jak może wyglądać życie bez Boga w sercu, wystarczy popatrzeć na to, co dzieje się w otaczającym nas świecie. Bo człowiek nie został stworzony jako istota zdana na własne siły i całkowicie samodzielna.

W mocy człowieka, jego własnej mocy, nie ma zdolności do oparcia się światu, grzechowi, ciału. Skutek grzechu jest taki, że człowiek nie ma natury zdolnej do samonaprawienia. Raz zgrzeszywszy, znajduje się pod panowaniem grzechu.

Dlatego jakiekolwiek nasze wysiłki zmierzające do odbudowania przyjaźni z Bogiem, do zbliżenia się do Niego pozostają nieskuteczne.

Ale Bóg działa, jest gotowy pojednać się, oddalić swój gniew. Bóg nie jest Bogiem potępiającym, oskarżającym, „nie wiedzie sporu do końca”, ale jest Bogiem, który w swej nieskończonej miłości chce dać pojednanie, przebaczenie i odkupienie.

Sprawiedliwość Boża nie jest tylko, jak niektórzy myślą, osądzaniem uczynków ludzi. Bogu nie zależy tylko na osądzeni i wydaniu wyroku. On chce przyciągnąć nas i doprowadzić do nawrócenia.

„A może gardzisz bogactwem dobroci, cierpliwości i wielkoduszności Jego, nie chcąc wiedzieć, że dobroć Boża chce cię przywieść do nawrócenia?” (Rz. 2,4).

Bóg chce, abyśmy mogli doświadczać Jego miłości i chce dać nam życie w obfitości.

Bóg pokazuje nam za pośrednictwem Ewangelii drogę, że człowiek może zostać na podstawie wiary uznany za sprawiedliwego.

„Ale teraz jawna się stała sprawiedliwość Boża niezależna od Prawa …Jest to sprawiedliwość Boża przez wiarę w Jezusa Chrystusa dla wszystkich, którzy wierzą. Bo nie ma tu różnicy, wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej, a dostępują usprawiedliwienia darmo, z Jego łaski przez odkupienie, które jest w Chrystusie Jezusie” (Rz. 3, 21-22).

Bóg przerzucił pomost nad przepaścią oddzielającą nas od Niego. Mądrość i miłość Boga oferuje nam darmo usprawiedliwienie i odkupienie, i jest ono dostępne w pełnym mocy Jego Synu Jezusie Chrystusie. On to poniósł za nas karę, za nasze grzechy, sprawiedliwy za niesprawiedliwych.

„Jego to Bóg ustanowił narzędziem przebłagania prze wiarę mocą Jego krwi” (Rz. 3,25).

Sam Jezus mówił o sobie: „Ja jestem drogą i prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14,6-7).

Bóg objawia się w prawdzie i w pełni objawił się w Swoim Synu.

„Cóż wam się zdaje?” (Mk. 14, 64) - z takim pytaniem najwyższy kapłan zwraca się wobec Wysokiej Rady, podczas religijnego procesu Jezusa, do arcykapłanów, starszych i uczonych w Piśmie. Ale choć pytanie to jest zadane w przeszłość, jest zarazem skierowane do nas wszystkich. Oni, jak pokazuje tekst Ewangelii, orzekli, że winien jest śmierci.

Co nam się zdaje? Jezus powiedział nam kim jest i my też musimy zdecydować. Kim dla mnie jest Jezus Chrystus? Czy chcę Go przyjąć jako Mesjasza czyli Zbawiciela, Tego, który ustanawia królestwo Boże i przywraca pojednanie między Bogiem i nami?

Zbawienie jest darem Boga i nie można nań zasłużyć. Można tylko otworzyć się na zbawcze działanie Boga i przyjąć je w sobie. Ewangelia prowadzi człowieka do miejsca, w którym musi stanąć przed wyborem.

Jezus kieruje bezpośrednio do naszej woli wezwanie:

„Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę i będę z nim wieczerzał, a on ze mną” (Ap. 3,20).

Nie wystarczy samo uznanie w umyśle, sama intelektualna zgoda na to, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym, że umarł za mnie na krzyżu za moje grzechy. Potrzebna jest jeszcze decyzja przyjęcia Go jako osobistego Zbawiciela i Pana do swojego serca.

Przyjęcie Chrystusa jest decyzją zawierzenia, a w konsekwencji oddania Mu siebie, zaufania, że wejdzie do naszego życia i uczyni nas tym, kim chce.

Jeżeli przyjmujemy Chrystusa, przezywamy z mocy Bożej nowe narodzenie, stajemy się dziećmi Bożymi.

„Wszystkim tym jednak, którzy Go przyjęli dał moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego” (J 1,12).

„Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16).

Czy tego właśnie pragniemy w swoim sercu? Czy rozumiemy co jest przeznaczeniem człowieka?

Czy chcemy pojednać się z Bogiem, otworzyć się na Jego nieskończoną miłość i przyjąć dar zbawienia, który jest w Jezusie Chrystusie?

Jeżeli podejmujemy taką decyzję to musimy wiedzieć, że zawiera ona w sobie:

  • Uznanie, że potrzebuję Jezusa
  • Zrezygnowanie z życia na własną rękę i przekazanie kierownictwa Jezusowi
  • Zaufanie Chrystusowi, że wejdzie do naszego życia, przebaczy nasze grzechy i uczyni nas tym, kim chce abyśmy się stali.

Możemy przyjąć Jezusa Chrystusa jako naszego Zbawiciela w każdej chwili przez wiarę wyrażoną w modlitwie.

Pozwólcie, że pomodlę się teraz, a jeśli ta modlitwa wyraża pragnienie serca którejś z was, proszę, dołączcie się we wspólnym Amen.

Panie Jezu, bardzo Cię potrzebuję. Dziękuję za to, że umarłeś na krzyżu, ponosząc karę za moje grzechy. Wierzę w Ciebie, otwieram drzwi mojego życia i przyjmuję Cię jako mojego Zbawiciela i Pana. Dziękuję za przebaczenie moich grzechów i dar życia wiecznego. Przejmij kierownictwo nad moim życiem i uczyń mnie takim, jakim chcesz, abym się stał.

Jeżeli podjęłyśmy decyzję zaufania Chrystusowi i oddania Mu swojego życia, możemy być pewne, że On zgodnie ze swoja obietnicą wejdzie do naszego życia i nigdy nas nie opuści. Na zawsze pozostanie z nami. On zdejmie z nas cały ciężar grzechów, ponieważ chce, abyśmy w wolności radowały się Jego miłością i Jego pokojem, Nim samym.