Trudne więzi z bliskimi - Agnieszka

Jest to opowiadanie o szczególnym wydarzeniu, które ma cały czas wpływ na moje życie.

Wychowałam się w domu pośród samych kobiet. Nie było w moim życiu ojca od dnia moich urodzin. Nie wiedziałam dlaczego tak się stało, że ojciec odszedł i ma nową rodzinę. Mama nie rozmawiała ze mną o tym, więc czułam się gorsza od innych dzieci, że nie mam ojca. To sprawiło, że byłam dzieckiem nieśmiałym, małomównym, bojącym się innych, zamkniętym w sobie. Dystansowałam się od rówieśników, myśląc, że nie zasługuję na uwagę, na przyjaźń. W domu rodzinnym nie brakowało mi niczego, co jest potrzebne dziecku, oprócz jednego – miłości ojca. Uciekając w świat marzeń, tęskniłam za byciem kochaną i ważną. Patrzyłam na rzeczywistość w dość nierealistyczny sposób.

Kiedy dorastałam, mama nie rozmawiała ze mną o życiu, a moje postrzeganie świata i ludzi nie było zgodne z jej oczekiwaniami. Dlatego w młodości naiwnie szukałam miłości, akceptacji - popełniłam w związku z tym wiele błędów. Kiedy wychodziłam za mąż, wierzyłam, że teraz zbuduję dom, o jakim zawsze marzyłam. Bardzo szybko przyszło rozczarowanie, nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego dwoje kochających się ludzi rani się i nie potrafi żyć szczęśliwie. Mój świat marzeń runął. Nagle moje życie nie miało przyszłości, sensu, pojawił się dotkliwy ból, zagubienie a nawet rozpacz. Widziałam szczęście innych ludzi i utwierdzałam się w przekonaniu, że mnie nie może spotkać nic dobrego. Kiedy urodziła się moja córka, odebrałam to w szczególny sposób, jak obdarowanie dobrem, na które nie zasługiwałam, mając niskie poczucie własnej wartości i pamiętając o swoich błędach z przeszłości. Czytając Słowo Boże uświadomiłam sobie, że jestem grzeszną osobą, a Jezus Chrystus z miłości do mnie i innych ludzi zapłacił karę za moje grzechy. Był taki czas, że modliłam się przed Nim, wyznawałam swoje grzechy, dziękując za odpuszczenie przez śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Uwierzyłam, że Jezus jest Bogiem, któremu chcę ufać i uznaję od tej pory Panem mojego życia.

Co zmienił ten fakt w moim życiu? Pojawiło się w moim sercu przebaczenie, pojawił się pokój, a nade wszystko ufność, że jest osoba Bóg , dla której jestem ważna i która mnie kocha. Okoliczności w jakich żyłam, nie zmieniły się, ale ja zaczęłam się zmieniać. Czytając Słowo Boże i modląc się uczyłam się żyć według nowych Bożych standardów. Czy przychodziło mi to z łatwością? Nie. Uczyłam się przepraszać kiedy źle postąpiłam, niezależnie od zachowań drugiej osoby, uczyłam się przebaczać, sama nie oczekując przeprosin, uczyłam się dziękować Bogu, mimo, że okoliczności były trudne, uczyłam się szanować człowieka oddzielając od niego jego grzech, uczyłam się nie osądzać bliźniego. Przez wiele, wiele lat wybierając posłuszeństwo Bogu czekałam jednak na zmiany w moim życiu rodzinnym. Czekałam aż zmienią się bliskie osoby z którymi nie wszystko układało się dobrze. Czułam się kochana przez Boga, ale nadal nie przez człowieka. To nadal bardzo bolało, nadal trzymało jak w niewoli. Przez wiele lat bałam się podejmowania decyzji, bałam się ,że mogę coś albo kogoś stracić jeśli się czemuś sprzeciwię, przyjmowałam postawę bierną mimo cierpienia. Brakowało mi odwagi. Modliłam się, aby Bóg to zmienił, ale to nie działało. Przyszedł jednak czas, kiedy zrozumiałam, że to ja mam podejmować decyzje o swoim życiu, zaczęłam uczyć się odpowiedzialności za swoje życie, określać co do mnie należy, a co nie, zaczęłam zastanawiać się i pytać co jest dla mnie dobre, co jest właściwym wyborem, jaka jest Boża Prawda na dany temat.

Powoli zmieniało się moje myślenie, aby uznać i szanować wybory drugiego człowieka nawet jeśli nie wybiera dobra. Zgodziłam się z Bożą Prawdą, że jestem odpowiedzialna tylko za siebie i mam przyjąć i pozostawić wolność wyborów drugiemu człowiekowi. Człowiek nie zawsze będzie nas kochał, ale Bóg zawsze. Prawdą jest, że człowiek jest grzeszny, a Bóg święty.

Dzisiaj już wiem, że to jak wygląda moje życie w dużym stopniu zależy ode mnie, od moich wyborów i decyzji. Kiedy wybieramy życie pod kierownictwem Jezusa Chrystusa rozpoczyna się proces naszej przemiany. Zrozumiałam, że nie można pogodzić dotychczasowego sposobu myślenia z nowym, o którym naucza Słowo Boże. To wymaga rezygnacji ze swojego systemu wartości i przyjmowanie nowego, z Bożej ręki.

Kilka lat upłynęło, zanim moja relacja z mamą zmieniła się. Nie była to zła relacja, tylko skrywały się w niej głęboko niewyjaśnione sprawy, nieprzebaczone zranienia i fałszywe myśli o sobie nawzajem. Droga do zmiany prowadziła przez wiele, wiele trudnych, czasem bolesnych i ze łzami rozmów. Nie raz chciałam uciec ale wiedziałam w sercu, że to jedyna droga aby zniknął strach, wstyd, niepewność. Ta droga poprzez wyjaśnianie prowadziła do przebaczenia, przebaczenia, którym obdarza nas Bóg. Dzisiaj, kiedy myślę o swojej mamie mam radość w sercu i mogę powiedzieć, że jest moją przyjaciółką.

Jest moją ogromną radością także, że spotkałam się niedawno z moim ojcem. Bardzo tego potrzebowałam, chciałam go poznać, dowiedzieć się co robi , jak żyje i aby wiedział, że mu przebaczyłam to, że nie było go w moim życiu, że mnie porzucił. Wiem, że przeszłość niezależnie jak trudna i bolesna może być, nie musi ograniczać naszej teraźniejszości i przyszłości. Jestem wdzięczna Bogu, że przeszłość jest poza mną, a teraz mogę żyć odkrywając dobre rzeczy, które Bóg przygotował dla mnie.

Dobre rzeczy przygotował Bóg także dla Ciebie! W Jego planie nie ma miejsca na zło, jest przebaczenie i miłość, Jego zaproszenie brzmi: „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy spracowani i utrudzeni jesteście, a ja was pokrzepię”

Jest jednak pytanie: Czy chcemy to od Niego przyjąć?