Skąd wiem, że mogę więcej niż myślę - Alicja

Chcę się z Wami podzielić swoją dłuższą refleksją o tym skąd wiem, że mogę więcej niż myślę.

Mam na imię Ala. Na co dzień pracuję ze studentami. Urodziłam się i wychowałam na wsi. Jednym ze zwyczajów mieszkańców było uczestniczenie w pogrzebach. Gdy ktoś zmarł we wsi wszyscy odprowadzali go na cmentarz. Miałam ok. 5 lat, kiedy mama po raz pierwszy zabrała mnie na pogrzeb. Tam zrozumiałam, że ja też umrę. Nie bałam się śmierci. Chciałam, aby moje życie było ciekawe, pragnęłam szczęścia.

W miarę jak dorastałam wyznaczałam sobie cele, poprzez które chciałam osiągnąć swoje szczęście. To były trzy rzeczy. Chciałam mieć pieniądze, zdobyć wyższe wykształcenie i założyć rodzinę. Ostro wzięłam się do pracy. Jako piętnastolatka stałam się biznesmenką czosnkową. Rodzice uprawiali mi 12 arów ziemi (wielkość działki budowlanej). Ja robiłam resztę: sadziłam, pielęgnowałam, zbierałam i sprzedawałam w pobliskim miasteczku. Byłam gotowa zostawić koleżanki. Miałam satysfakcję, że mam swoje pieniądze.

Gdy miałam 18 lat mój tato miał wypadek drogowy. Godzinę po zdarzeniu widziałam to miejsce, została kupka śmieci. Zrozumiałam, że przedmioty materialne, bardzo często zdobywamy ciężką pracą. Tracimy je nieraz w mgnieniu oka. Nie warto się im aż tak oddawać. To był mój wniosek.

Startowałam na studia. Patrzyłam na nie bardzo idealistycznie. Myślałam, że wszyscy, którzy mają wyższe wykształcenie są mądrymi i ciekawymi ludźmi. Ku memu zdziwieniu i rozczarowaniu rzeczywistość okazała się inna. Jeden z wykładowców oceniał nas na podstawie daty urodzin. Miałam bardzo zdolną koleżankę. On ciągle się dziwił, ze kobieta spod znaku wodnika wie aż tak dużo. Dawał jej trudne pytania i nisko ją oceniał. Widząc, że nieumiejętne korzystanie z informacji prowadzi na manowce, nie chciałam aż tak bardzo walczyć o zdobywanie wiedzy.

Wreszcie zakochałam się. To był starszy brat mojej koleżanki ze szkoły podstawowej. Po pół roku on poznał inną dziewczynę. Rozstaliśmy się. Miałam wtedy 23 lata. Całe życie przed sobą, a ja nie wiedziałam jak dalej żyć. Moje cele upadły. Bardzo chciałam wiedzieć co jest sensem mojego życia.

Od zawsze wiedziałam o Panu Bogu. Jako dziewczynka myślałam o Nim, że wszystko wie i wszystko może. W związku z tym moi rodzice też wiedzą. Takie widziałam połączenie. Jako nastolatka zrozumiałam, że prawie dorosłe życie wymaga wielu starań i sił, których mi nie starczało już na dorównywanie Bożym standardom. Aby nie mieć poczucia winy, że coś robię źle albo czegoś nie robię, wymyśliłam sobie, że Boga nie ma. Tak mi było łatwiej. Jak trwoga to do Pana Boga. To porzekadło sprawdziło się także w moim życiu. Bałam się żyć bez celu. Powiedziałam Bogu te oto słowa:

Jeżeli jesteś to zrób coś z moim życiem, bo ja nie mam już pomysłu.

Minęły dwa tygodnie od tej szczerej modlitwy, kiedy spotkałam się z moją przyjaciółką. Ona opowiedziała mi o zmianach, jakie zaszły w jej życiu. Zaintrygowało mnie jedno zdanie.

– Jezus jest moim Przyjacielem.

Byłam ciekawa, dlaczego ktoś może nazwać Boga swoim przyjacielem. To był impuls do poszukiwań. Zaczęłam czytać Pismo Święte. Dużo rozmawiałam ze swoją przyjaciółka o Bogu. Tak przetrwałam kolejne kilka miesięcy. Spotkałam inną osobę, która chciała ze mną porozmawiać o swojej przyjaźni z Panem Bogiem. Usłyszałam wtedy cztery prawdy.

Pan Bóg bardzo mnie kocha i chce się ze mną przyjaźnić.

Z powodu grzechu jestem oddzielona od Boga. Święty Bóg nie może przebywać w obecności grzechu.

Bóg tak bardzo chce się ze mną przyjaźnić, że przerzucił pomost między mną a świętym Bogiem w postaci krzyża z Panem Jezusem.

Powiedziałam tej osobie, że ja to wszystko od dawna wiem.

- Nie wystarczy wiedzieć. Jeśli chcesz, aby to było prawdą w Twoim życiu musisz po prostu zdecydować się i przyjąć ten dar przyjaźni.

Wiedziałam, że chcę. W modlitwie wyraziłam swoją wiarę i podziękowanie, że Pan Jezus umarł za moje grzechy. Zaprosiłam go do swojego serca jako Pana i Zbawiciela. To była cicha, spokojna decyzja, bez hałasu. Tylko ja i Pan Bóg wiedzieliśmy, co się stało...a stało się dużo.

Pierwsza i najważniejszą prawdą, która zagościła w moim sercu to była świadomość, że dla Boga jestem szczególna. On cały czas mnie akceptuje i kocha jako osobę. Brzydzi się tylko mojego grzechu. Dlatego Bóg stał się źródłem, z którego czerpię poczucie własnej wartości.

Zawsze czułam się raniona przez innych. Dotarło do mnie wtedy, że ja też ranię. Przebaczenie jest jedynym rozwiązaniem tego problemu. Później zobaczyłam, że kiedy przebaczam wraca mi radość i siła, której tak bardzo pragnęłam.

Pan Bóg nie zabrał z mojego życia choroby, konfliktów z ludźmi. On zmienił tylko moją perspektywę, z której patrzę na trudności. Jaka to perspektywa? Żyję tutaj na ziemi, aby chwalić Boga. To znaczy swoimi czynami i słowami wyrażać prawdziwą opinię na Jego temat. Mam cel. Mam dokąd iść. Ten cel sprawia, że umiem dokonać selekcji wśród różnych możliwości gospodarowania czasem, pieniędzmi, siłami. Ten cel stymuluje moją postawę wobec innych ludzi. Sprawia, że chcę ich szanować i kochać. Widzę jak Pan Bóg mi to umożliwia.

Kilka lat temu mieszkałam w Doniecku. Tam poznałam wielu studentów. Jednym z nich był Wład. Mieszkał z mamą i ojczymem. Niestety, ojczym bardzo go nie lubił. Wład był bardzo zdolnym chłopakiem, ale nie wierzył w siebie. Często był smutny. Stał gdzieś w kącie ze spuszczona głową. Kiedyś dostał zadanie poprowadzenia spotkania. Musiał stanąć przed dużą grupą studentów. Dałam mu wcześniej dwie siostrzane rady: aby się ubrał bardziej odświętnie, aby patrzył ludziom w oczy i uśmiechał się. Swoje wystąpienie przygotował bardzo twórczo. Pochwaliłam go za to. Nic więcej dla niego nie zrobiłam. Trzy lata później on przysłał mi list, w którym ośmielił się mi za ową pomoc podziękować. Napisał, że to był zwrot w jego myśleniu o samym sobie.

Dziś patrzę na życie z perspektywy kobiety po czterdziestce. Jestem samotna. Myślę, że żyjąc bez Boga bałabym się przyszłości, samotności na stare lata. Bowiem szczególnie kobieta potrzebuje dla kogoś żyć. Szczególnie kobieta potrzebuje być kochaną i adorowaną. Mam te podstawowe potrzeby takie same jak każda inna kobieta, ponieważ jestem kobietą. Bóg zaspokaja je w moim życiu na swój sposób. Jestem zaangażowana w życie wielu dziewczyn i kobiet. Czasem słyszę pod swoim adresem komplementy (nie tylko z ust kobiet).

Zrozumiałam, że spełnienie i zadowolenie mogę znaleźć tylko w Bogu, niezależnie od tego czy jestem mężatką, czy samotną osobą. Człowiek może zawieść, popełnia błędy, doskonały Bóg - nie.

Znam swego Boga, bo On daje się poznać. Wiem, że z Nim mogę więcej niż myślę, bo

ON JEST WIELKIM BOGIEM.