Z Jego pomocą jest to możliwe – Barbara

Moje dzieciństwo nie należało do łatwych. Gdy miałam 2 lata, moja matka zachorowała i pomimo leczenia przestała chodzić. Kiedy miałam 6 lat, zmarł mój ojciec. Więc jako dziecko miałam wiele obowiązków: robienie zakupów, przynoszenie wody, przynoszenie węgla. Było to ponad moje dziecięce siły, było mi źle, zazdrościłam koleżankom, że miały czas na zabawy, a ja nie miałam, i że nie musiały tak ciężko pracować. Jedynym okresem z dzieciństwa, który miło wspominam, był czas, kiedy mieszkałam u babci. Byłam z nią, bo mama przebywała na leczeniu.

Babcia miała jedną książkę, którą często czytała. Wówczas nie miałam pojęcia, co to była za książka. Pamiętam, że w różnych trudnych sytuacjach cytowała jej fragmenty. Dzisiaj wiem, że to było Pismo Święte. Bardzo kochałam babcię, lubiłam jej towarzystwo, bo miała w sobie ciepło, spokój i czułam się z nią bezpiecznie.

Kiedy mama po leczeniu wróciła do domu, zamieszkałam z nią. Mama wobec obcych osób była miła, radosna, z uśmiechem na twarzy i wszyscy jej współczuli, ale dla mnie była zła, sfrustrowana, zgorzkniała. Bałam się jej gniewu i wyzwisk. Mama kontrolowała każdą minutę mojego życia. Nie mogłam się spóźnić nawet trzy minutki do domu, bo już był krzyk. Namawiała mnie do wielu złych rzeczy, a kiedy nie chciałam tego robić, to najlżejszą karą były wyzwiska, a najczęściej kończyło się na sinych plecach po biciu paskiem czy kablem. W takich momentach nienawidziłam ją. To był ciężar, który dźwigałam przez te wszystkie lata.

W tym czasie lubiłam chodzić do kościoła, tam czułam się bezpiecznie i wiedziałam, że mam godzinę spokoju. Chociaż byłam religijna, to tak naprawdę Boga nie znałam. Kochałam Go, a jednocześnie bałam się Jego. Czas mijał. Wyszłam za mąż, urodziłam dwóch synów i wychowywałam ich tak tradycyjnie. Chodziliśmy do kościoła, robiliśmy to wszystko, co związane z wiarą jako rytuał.

I jak to w życiu bywa, przytrafiały mi się różne sytuacje. Gdy działo się źle, biegłam do Pana Boga do kościoła, by prosić o pomoc, zgodnie z przysłowiem „Jak trwoga to do Boga”. I Pan Bóg zawsze mi pomagał, zawsze miał dobre rozwiązanie. Ale – właśnie to ALE – kiedy wszystko się dobrze układało, z powrotem żyłam po swojemu.

Dziś wiem, że nie ma przypadków, ale że to Pan Bóg przysłał do mnie moją znajomą, która zaprosiła mnie na film „Maria Magdalena”. Po obejrzeniu go pomyślałam, że chciałabym tak żyć z Jezusem, jak kobiety pokazane w tym filmie. Ale zaraz potem przyszła myśl, że to przecież niemożliwe, że to już nie te czasy. I przeszłam nad tym do porządku dziennego.

Upłynęło kilka miesięcy i ta sama koleżanka zaprosiła mnie na spotkanie Kolskiego Forum Kobiet z Kitty Chappell w naszym domu kultury. Dowiedziałam się, że Kitty będzie mówiła o swoim życiu i o przebaczeniu!!! A ja miałam co wybaczać, zwłaszcza mamie, którą z powodu takiego dzieciństwa, oskarżałam o wszystkie niepowodzenia w moim życiu. Dla mnie więc wizyta Kitty w naszym mieście nie była przypadkiem. Kitty opowiedziała o swoim ciężkim dzieciństwie, o ojcu despocie, który stosował przemoc wobec najbliższych. Mówiła rzeczy, które nie były mi obce. Bardzo się tam wzruszyłam. Płakałam bardzo. Wspomnienia wróciły jak bumerang. Łzy blokowały mi gardło. Nie mogłam się powstrzymać. W przerwie podeszłam do Kitty, powiedziałam, że tak jak ona cierpiała przez ojca, ja cierpiałam przez matkę i mam problem, aby jej wybaczyć. Wtedy Kitty powiedziała mi: Módl się. Tylko Bóg może Ci pomóc wybaczyć. Z Jego pomocą jest to możliwe.

Wróciłam do domu, nie umiałam przestać myśleć o tym, co usłyszałam. Zawsze myślałam, że jestem jedyną osobą z taką przeszłością, że wszystkie dzieci są kochane przez swoje matki, a ja czułam się traktowana po macoszemu.

Zaczęłam się bardzo modlić i prosić Boga, by pomógł mi wybaczyć. Trwało to jednak. Modliłam się o to codziennie, przy każdej okazji. I Pan Bóg odpowiedział.

Około pół roku później spotkałam się z moją siostrą, a ona zapytała mnie o zdjęcie mamy. Miałam taki żal do mamy, że nie mogłam patrzeć na to jej zdjęcie i wyniosłam na strych. Po tej rozmowie uświadomiłam sobie, że powinnam powiesić je na ścianie. Poczułam się lekko, mogłam myśleć o mamie spokojnie, bez zadr w sercu. Uświadomiłam sobie, że Pan Bóg odpowiedział na moją modlitwę i pomógł mi wybaczyć. To, o co prosiłam, stało się. Po tylu latach wybaczyłam mojej mamie. Poprosiłam męża, aby przyniósł zdjęcie mamy ze strychu. Wieszając je na ścianie, pomyślałam: „byłaś bardzo piękną, ale bardzo biedną kobietą”. Dzisiaj mogę opowiadać o moim dzieciństwie spokojnie, bez urazy, a zdjęcie mamy wisi w moim domu.

W międzyczasie uczestniczyłam w przedświątecznym spotkaniu Kolskiego Forum Kobiet. Bardzo mi się spodobało, wyszłam bardzo zachęcona.

Zaczęłam uczestniczyć w spotkaniach biblijnych w małej grupie. Wiosną pojechałam na mój pierwszy weekend Forum Kobiet. Poznałam kobiety pełne radości, szczęśliwe. Ja też chciałam być taka. W czasie wykładów usłyszałam o praktycznym życiu z Bogiem, kroczeniu za Jezusem.

Przypomniało mi się to, czego zapragnęłam po filmie „Maria Magdalena”, że chciałam tak jak ona iść za Jezusem i myślałam, że jest to niemożliwe w dzisiejszych czasach. Słuchając wykładu, zrozumiałam, że jest to możliwe. Wystarczy, że zaproszę Jezusa do swojego życia, aby to On był moim Panem, Królem i Zbawicielem. Wyraziłam moją decyzję prostą modlitwą. „Panie Boże zapraszam Cię do mojego serca, byś był moim Panem i Królem. Chcę być Twoją córką i kroczyć za Tobą”. To był maj 2010.

Ponieważ zdecydowałam, że chcę iść za Jezusem, chciałam Go poznawać, kontynuowałam więc spotkania biblijne w małej grupie. Zaczęłam codziennie czytać Pismo Święte i pragnęłam jak najlepiej rozumieć, co jest w nim napisane, aby tak żyć każdego dnia. Wiedziałam, że jeśli Bóg kocha mnie tak bardzo, że Jezus oddał za mnie życie, to On będzie się troszczył o mnie. Że ja nie mam kontroli nad wszystkim, ale że w każdej sytuacji mogę trzymać się Jego. Nawet sama nie zauważyłam, że stałam się spokojniejsza, że nie reaguję na różne sytuacje tak nerwowo, jak dotychczas. To mój mąż zauważył zmianę w moim życiu.

Wiedział, że chodzę na spotkania biblijne w małej grupie kobiet. Widział, że czytam Pismo Święte, ale na początku myślał, że to taki słomiany zapał z mojej strony. Był zdziwiony, kiedy mi nie przeszło, a jeszcze bardziej zaskoczyła go zmiana, którą zauważył we mnie. Wiedział, że to się stało dzięki Bogu. Tak go to zachęciło, że zgodził się pojechać na chrześcijańską konferencję dla mężczyzn. Pojechaliśmy tam razem ze znajomymi, którzy w drodze powrotnej zaprosili nas na obiad do restauracji i jak mieli w zwyczaju, pomodlili się przed jedzeniem. Mąż był zadowolony z konferencji, a modlitwa przed posiłkiem wywarła na nim tak ogromne wrażenie, tak się mu spodobała, że od tej pory w naszym domu modlimy się przed jedzeniem. Następnego dnia po konferencji mąż wrócił do domu i powiedział: Zobacz, co sobie kupiłem. Byłam zaskoczona, bo to była Biblia. A dla mnie kupił księgę Psalmów. Do tej pory sama czytałam Pismo Św., ale nie rozmawiałam o tym z mężem, bo nie chciałam mu niczego narzucać, tylko modliłam się za niego. Od tej pory i on czyta Biblię i możemy o tym rozmawiać. Teraz ja widzę zmiany w jego życiu.

Choć wiele się zmieniło, nadal w moim życiu było coś, czego się wstydziłam. Choć oddałam swoje życie Chrystusowi i chciałam iść za Nim, nadal paliłam. Uświadomiłam sobie, że skoro to Bóg jest Panem mojego życia, to powinno być ono czyste, godne Króla, a nie takie śmierdzące. Wiedziałam, że palenie nie jest dobre i bardzo chciałam rzucić, ale czułam, że to nie będzie takie proste, bo lubiłam palić. Paliłam już 20 lat i często paczka nie wystarczała mi na jeden dzień.

Zaczęłam prosić Pana Boga, by mi pomógł, abym nie czuła głodu nikotynowego, bo chcę go wielbić czystym sercem. I tak się stało. We wrześniu 2011 roku rzuciłam palenie i nigdy nie czułam głodu nikotynowego, którego tak się obawiałam.

Wiem, że Pan Bóg działa. Wiem, ile zmienił w moim życiu i w życiu mojego męża. Dlatego chciałam się z Wami tą historią podzielić, bo to jest dowód Jego działania. Życie z Bogiem może być takie piękne. Jednak nie toczy się bezproblemowo.

Niedawno mój syn znalazł się w szpitalu z powodu zagrożenia życia. Nie wiem, jak bym to przeżyła bez Boga. Tam w szpitalu wyjęłam Pismo Św. z torebki i zaczęłam czytać. To musiało być działanie Boga, że mogłam widzieć literki pomimo półmroku i mogłam zachować spokój. Wcześniej bym płakała, denerwowała się, wypaliła 10-15 papierosów, a teraz siedziałam, czytałam Słowo Boże i modliłam się. Każda z nas z czymś się boryka, jak to w życiu, ale z Bogiem możemy inaczej przejść przez trudne chwile.

Zawsze myślałam o sobie, że nic nie umiem, że wszystko, za co się zabiorę, leci z rąk, że nie jestem perfekcyjna – ba – nawet w minimalnym stopniu nie dorastam do innych, że jestem brzydka, że nie będę umiała utrzymać rodziny, wychować dzieci, że je zagłodzę, ponieważ nie umiałam gotować – nie byłam do tego dopuszczana. Przecież zawsze słyszałam od mojej mamy: „jesteś do niczego!!!”

Dziś wiem, że jestem wartościową kobietą, bo jestem córką Prawdziwego Króla-Boga, który kocha mnie absolutnie bezwarunkowo. Umiałam stworzyć ognisko domowe. I co ważne nie zagłodziłam męża i synów. Bardzo lubią moją kuchnię i z apetytem pałaszują to, co przygotuję. Kiedyś czułam się samotna, dziś wiem, że Pan Bóg czuwa, jest przy mnie i z Nim czuję się bezpiecznie. Mogę powtórzyć za psalmistą:

„Pan jest moim pasterzem, niczego mi nie braknie...
Choćbym nawet szła ciemną doliną, zła się nie ulęknę, boś Ty ze mną” (Ps 23)