Czy zamieniłabyś się swym życiem z Hiobem – Kasia

Księga Hioba – gdy czytałam ją po raz pierwszy, byłam przerażona. Jak Bóg mógł dopuścić, by tak straszne rzeczy spotkały tak bogobojnego człowieka? Przecież Pan miał o Hiobie jak najlepsze mniemanie, a jednak spadł na niego ogrom nieszczęść. Dlaczego Bóg do tego dopuścił?

Nie zaglądałam do tej księgi aż do czasu, gdy parę lat później przyszedł moment, kiedy dziękowałam Stwórcy, że umieścił ją w Piśmie Świętym. Stała się dla mnie źródłem nadziei i wsparcia, gdy przechodziłam przez moją ciężką próbę w życiu. Gdy czytałam ją i studiowałam jej treść po raz kolejny, nie mogłam się nadziwić, jak bardzo zmieniła się moja perspektywa. Oto tekst, który w wyniku tego wszystkiego powstał.


Parafraza Historii Hioba

W pewnym Kościele był niezwykły wierzący człowiek. Miał na imię Hiob. W opinii wszystkich wiernych był prawdziwym przykładem prawości i bogobojności. Podziwiany był za swój charakter oraz błogosławieństwa, jakim go Bóg łaskawie obdarzał. Miał wspaniałą rodzinę, sukcesy w pracy zawodowej, piękny dom i „wypasiony wóz”. Był lubiany i szanowany. Hojny w ofiarach na różne cele. Duszpasterz zawsze mógł na niego liczyć. Gdy ludzie patrzyli na niego, upewniali się, że jeśli ktoś przestrzega przykazań, otrzyma w zamian błogosławieństwo. Zresztą często słyszeli to w kościele. „Trzymaj się z dala od grzechu, bądź w porządku wobec Boga, a będzie dobrze” – przypominano w kazaniach. Albo: „Musisz wierzyć, a Bóg da Ci wszystko, czego potrzebujesz, a nawet więcej”. Hiob brał sobie to głęboko do serca i ze wszystkich sił starał się tak żyć. Pilnował swych myśli, ust i oczu by czasem nie uległy jakiejś pokusie. Nadto bojąc się, że jego dorosłe dzieci mogły czymś przypadkiem obrazić Boga, miał w zwyczaju codziennie modlić się za nie i prosić dla nich o przebaczenie, tak na wszelki wypadek.

Choć Hiob tak wiele miał i zdawał sobie sprawę, że Bóg tak bardzo mu błogosławi, jednak gdzieś w głębi serca odczuwał lek. Strach przed utratą tego wszystkiego. Tym usilniej więc pilnował swych słów, myśli i czynów, aby w niczym nie uchybić Stwórcy i nie obrazi Go. Wydawało się, że wszystko układa się dobrze aż nastał pewien dzień! Dzień, w którym świat rozsypał mu się na milion kawałków, a Hiob nie potrafił go już poskładać. Stracił wszystko! Pracę, dom i pieniądze. A potem nastąpił cios największy – wypadek i śmierć jego dzieci!!! Ból i rozdarcie nie do zniesienia zalało jego duszę. Zrozpaczona żona odsunęła się od niego i Boga. Małżeństwo zaczęło się chwiać. A Hiob! Hiob przyjął w końcu ten cios i nie poszedł w jej ślady. Choć czuł, że ten ciężar jest nie do uniesienia nie wygrażał pięścią przeciw niebiosom. Cierpiał, ale zgodził się z tym, że Bóg jest suwerenny i może postępować jak chce. „Przecież nadzy przychodzimy na ten świat i nic z niego nie możemy zabrać, gdy z niego odchodzimy”- mówił przez łzy. Niezwykłe były takie słowa w jego ustach.

Ale to nie koniec nieszczęść, jakie na niego spadły! Pewnego dnia Hiob odebrał wyniki badań. Nic na to nie wskazywało, niczego złego się nie spodziewał, gdy wchodził do gabinetu lekarza, a ten jednak musiał przekazać mu złą wiadomość. To nowotwór złośliwy! Jakby nie było już dosyć, za wiele jak na życie jednego człowieka! Oczywiście, przy tak dużym stresie, mogło się to tak skończyć. To wszystko było już wystarczająco przerażające, a co dopiero ta diagnoza! „Jak mam przyjąć to zło z rąk Boga, czy tak samo jak kiedyś błogosławieństwo?”- zadawał sobie pytanie. To, czego tak się bał, przed czym uciekał w snach stało się przerażającą rzeczywistością. Szok! Najpierw próbował to także unieść, stanąć na wysokości zadania. Szybko jednak wpadł w depresję. Choroba dotykała nie tylko jego ciała, ale przede wszystkim duszy. Ogarniały go wątpliwości: „Co teraz? Może lepiej się poddać i odejść? I tak nie ma po co już żyć na tym świecie?!” Wołał do Boga: „Co złego zrobiłem? Za co ta kara?” I nie znajdował odpowiedzi. Badał swe serce, czyżby w czymś uchybił? Nie, jego sumienie go nie oskarżało! Więc dlaczego? Dlaczego go to spotkało? Jego ból był nie do zniesienia. Nagle stał się jak samotna wyspa. Znajomi bali się z nim rozmawiać. Nie dzwonili, odsuwali się co raz dalej. Zostali mu tylko trzej przyjaciele, ale i oni nie potrafili mu pomóc. Im też nie mieściło się w głowie, dlaczego spotkało go tak wielkie nieszczęście. Szukali przyczyny. Naciskali, aby wyznał grzech, bo na pewno coś w jego życiu nie podobało się Bogu skoro tak strasznie się z nim obszedł. Ale te rozmowy tylko powiększały cierpienia Hioba. W końcu przyjaciele nie mieli już nic więcej do powiedzenia. Trudno towarzyszyć komuś w cierpieniu. Czuli się bezradni. Woleliby, aby Hiob mógł coś zrobić, by Bóg zlitował się i odmienił jego los. Hiob wiedział, że naprawdę chcieli mu pomóc, ale on już nie miał siły walczyć z chorobą i z ich dociekaniami. Miał wewnętrzną pewność, że nie zasłużył na to wszystko, co go spotkało. Modlił się. Pytał wciąż Boga: „Dlaczego? Dlaczego muszę przez to przechodzić? Dlaczego mi to robisz?” Nie wychodził już prawie z domu. Tylko dom, szpital. Szpital, dom. Jego przyjaciele przestali przychodzić. Niewiele mieli już do powiedzenia, bo Hiob ciągle obstawał przy swoim. Tego jednego był pewny - nie zgrzeszył! Czuł się przygnębiony, gdy widział znajomych, a oni bali się zapytać jak sobie radzi. Już nie był przykładem wspaniałego błogosławieństwa Bożego, ale wręcz przeciwnie. Miał więcej pytań niż odpowiedzi. Ale kierował je w swej rozpaczy mimo wszystko do Boga.

Tylko jedna osoba, choć wydało się, że najmniej do tego powołana, bo dużo młodsza i niedoświadczona, towarzyszyła Hiobowi wiernie w jego zmaganiach. Była małomówna, gdy jednak się odzywała to to, co mówiła, choć w drobnej części koiło jego ból. Słuchała skarg Hioba i starała się pomóc mu spojrzeć na wszystko z dystansu. Pod natchnieniem Ducha wskazywała, że Bóg jednak nie przestał być sprawiedliwy i miłosierny. Tylko Jego sprawiedliwość jest czymś więcej niż Hiob do tej pory myślał, dlatego czuł się tak skrzywdzony. Przecież Bóg wie, co i dlaczego robi. On się nie zmienia. To my się musimy zmieniać. On uczy nas przez cierpienie o wiele więcej niż gdyby wszystko w życiu układało się tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Pan chce rozszerzać naszą perspektywę. A Hiob w końcu powoli zaczął się na nią otwierać. Bóg przemówił, a Hiob już tylko słuchał. Powoli uświadamiał sobie, że próbował mówić Stwórcy, co jest dla niego dobre, a co złe. Chciał sprawować kontrolę. Wskazywał palcem i w akcie rozpaczy wyrzucał Stwórcy niesprawiedliwość. Przecież wiedział, że On nagradza prawych, a karze występnych. Starał się wiec ze wszystkich sił zasłużyć na szczęście. A przecież, o ironio, to właśnie nieszczęście miało otworzyć Hiobowi oczy, uzdrowić duszę od lęku przed śmiercią i strachu, że kiedyś może zdarzyć się coś złego. Ochronić przed niebezpieczeństwem pychy. Tak łatwo przecież komuś, kto wiele otrzymał, zacząć myśleć, że zasługuje na to wszystko, bo jest lepszy od innych. Hiob spierał się z Bogiem i zarzucał Mu niesprawiedliwość, bo myślał, że wie podobnie jak On, co jest dobre, a co złe. Tymczasem Pan chciał, aby Hiob zaufał, że On umie ocenić to lepiej. Bóg pochylił się nad Hiobem i odpowiadał mu tak szczerze, jak Hiob wylewał swe uczucia przed Nim. Nie grzmiał, nie potępiał, tylko z wyrozumiałością objawiał, jak się rzeczy mają. Kim jest.

Hiob poniósł ogromne straty, ale korzyści znacznie je przerosły. Stracił majątek, rodzinę i zdrowie, ale zyskał szerszą perspektywę i pokorę, a nade wszystko głębsze poznanie samego Stwórcy. Pozostała jednak ostatnia sprawa - przebaczenie! Uwolnienie od goryczy. Przebaczenie krzywdy tym, którzy próbowali pomóc, ale w swej nieudolności szkodzili i przysparzali jeszcze więcej bólu. Działo się tak, bo fałszywie postrzegali samego Boga i sytuację Hioba. Tak łatwo nosić urazę w sercu, stać się jej niewolnikiem. Hiob uwolnił się od tej postawy. Przebaczył zranienia, a Pan odnowił go, przywrócił mu zdrowie i pobłogosławił w dwójnasób. Odtąd już nigdy nie był sam. Wszyscy znajomi znów przychodzili do niego, współczuli mu i podziwiali go. Słuchali, co ma do powiedzenia. Hiob się zmienił. Wiedział już, że kocha BOGA BARDZIEJ NIŻ SWE WŁASNE ŻYCIE! Ale Bóg też o tym wiedział, a co ważniejsze wiedział o tym również jego przeciwnik - szatan. Miłość Hioba do Zbawiciela była wypróbowana. Testowana w ogniu doświadczeń. Ostała się, choć wszystko inne, co kochał i cenił, zostało mu bez ostrzeżenia na pewien czas zabrane. Nie odwrócił się wtedy od Boga, ponieważ pokochał Go nie za to, co od Niego dostał, lecz za to, KIM ON JEST. Zresztą z wzajemnością.