Zadowolona z życia

Byłam i jestem absolutnie normalna. Żadnych ekscesów, wyskoków i odlotów. Czy Bóg może dotrzeć do osoby dobrze wychowanej i przekonanej, że nic jej w życiu nie brakuje?

Obóz „roku 0” to taki szczególny wyjazd, na który jedzie grupa przyczajonych, zupełnie nie znających się osób. Ku swojemu zaskoczeniu zdały na wyśniony, mocno oblegany wydział i teraz jadą w góry odetchnąć i dowiedzieć się od starszej braci jak przeżyć na studiach. Jeden z tych nowych był nudny i monotematyczny – przez 8 godzin jazdy pociągiem gadał o Bogu. Niestety – reszta spała i nie było gdzie uciekać. Następnego dnia przywalony plecakiem i pognany w góry nieco ucichł, okazał się sympatyczny a kilka dodatkowych „okoliczności” sprawiło, że zaczęliśmy przebywać ze sobą częściej i rozmawiać więcej.

Po powrocie z obozu stwierdziłam, że jeśli mam trzeźwo ocenić to co dowiedziałam się o żywym, działającym tu i teraz, aktywnym Bogu to koniecznie muszę mieć inne źródło informacji a nie tylko jedno i to mocno angażujące mnie emocjonalnie! Pan Bóg czuwał i trafiliśmy oboje do tzw. grupy biblijnej, gdzie czytało się fragmenty Pisma Świętego oraz dyskutowało nad ich znaczeniem i zastosowaniem w codziennym życiu. Najważniejsze dla mnie było to, że mogłam na żywo konfrontować teorię czytaną z Pisma Świętego z praktyką życia osób, które chodziły na studium. Czy to co mówią pokrywa się z tym jak żyją? Czy da się żyć w XX w. zgodnie z nauczaniem Pisma Świętego?

Bałam się, że ktoś próbuje mną manipulować i dlatego ogromnym krokiem naprzód w poznaniu Boga był dla mnie fragment Pisma Świętego, który mówił o tym, że Żydzi, którzy z radością przyjęli Ewangelię opowiadaną przez Pawła, sprawdzali w Piśmie Świętym, czy tak się rzeczy mają, jak mówił Paweł. Ja mogłam robić to samo – sprawdzać, czy to co mówiono na studium jest zgodne z Pismem Świętym.

W końcu przekonałam się, że żywy Bóg istnieje i dostałam wystarczającą liczbę argumentów, że Jezus Chrystus naprawdę żył i umarł ZA MNIE. Teraz ja musiałam podjąć decyzję, po której stronie jestem. Barierą, na której się zatrzymałam, była konieczność oddania Bogu przewodnictwa nad moim życiem. Nie za bardzo znałam prawdziwego, biblijnego Boga, nie ufałam mu i obawiałam się oddać kierowanie moim życiem w Jego ręce (a co, jeśli Bóg zabierze faceta, z którym jest mi tak dobrze?).

Skok w ciemność, a z drugiej strony – Jezus Chrystus umarł za mnie. Było ciężko, a jednak oddał Swoje życie, abym mogła oczyścić się i żyć po Bożej stronie. Motywem Bożego działania była i jest miłość do mnie. Stwierdziłam, że Bóg, który tak mnie kocha jest jedynym, któremu warto zaufać.

Nigdy nie żałowałam podjętej decyzji, choć odkąd oddałam przewodnictwo nad moim życiem Bogu, przestało być ono spokojne, poukładane i jednotorowe. Pan Bóg stawia mnie przed wyzwaniami większymi niż moja wiedza, poznanie czy doświadczenie a potem prowadzi krok po kroku do zwycięstwa. Dzień w dzień dzieją się niespodzianki, dostaję prezenty, muszę robić krok dalej niż mam chęć czy odwagę. Moje życie jest ekscytujące, pełne przygód, bogate i dużo pełniejsze niż sama odważyłabym się planować. Własny motocykl, 4-ka dzieci, domek, 3-cie studia zaoczne dokształcające, nauczanie w Szkółce Niedzielnej, księgarnia kościelna, praca zawodowa i firma męża. Czy życie nie jest piękne! Chyba powoli się rozpędzam ...

Każdemu z Was życzę takiej przygody z Bogiem! Albo większej :-)

Magda

Tekst pochodzi ze strony: www.boanerges.pl